Wieś i gajówka Kociołki

W lasach pomiędzy Biłgorajem i Edwardowem jest miejsce, które z pozoru niczym nie wyróżnia się wśród leśnych ostępów. Po jednej stronie widać sosnowy zagajnik i łyse wzniesienie, na którym stoi drewniana ambona myśliwska. Po drugiej rośnie dość młody las. Przy drodze stoją dwa stare drzewa – m.in. potężna lipa i równie wielka brzoza, do której przymocowana jest drewniana kapliczka, będąca pamiątką po wsi oraz gajówce Kociołki.

IMG_20191104_152611

Na poszukiwania śladów po tej osadzie wybrałem się w ciemny, pochmurny i wietrzny jesienny dzień, co jeszcze bardziej potęgowało klimat opuszczonego miejsca, w którym ludzie żyli przez około 100 lat. Głębiej w lesie znalazłem porośnięte jeżynami, mchem i przykryte jesiennymi liśćmi zapadliska i doły  – pozostałości po wiosce założonej w I połowie XIX w. (wieś oznaczona jest już na mapie kwatermistrzowskiej z 1843 r.) i istniejącej tu do lat 30-tych XX w. W przysiółku Kociołki, który administracyjnie należał do wsi Edwardów i liczył kilka domostw mieszkały w różnym czasie m.in. rodziny Chylów, Lipców, Wolaninów, Kmieciów i Kulaninów. Przed II wojną światową wieś zlikwidowano, mieszkańców przeniesiono do Biłgoraja, a z rozebranych domostw wybudowano gajówkę, po której pozostały jedynie zapadliska.

Podczas II wojny światowej gajówka Kociołki, za sprawą gajowego Józefa Kulińskiego, była spokojną przystanią dla partyzantów z Puszczy Solskiej. Gajówka była jednym z  przystanków partyzantów na tzw. „Bandyckiej drodze” – trasie częstych przemarszów partyzantów z lasów józefowskich na akcje dywersyjne do Biłgoraja (szlak prowadził przez Ziemiankę Wira, Margole i dalej dawnym traktem Aleksandrów-Biłgoraj przez Brodziaki, Edwardów i Kociołki). Partyzanci zatrzymywali w gajówce Kociołki choćby przed i po odbiciu więźniów z więzienia w Biłgoraju we wrześniu i grudniu 1943 r. Znajdowali tam zaopatrzenie, informacje oraz miejsce do spania, a gajowy – mimo bliskości Biłgoraja – nie bał się przechowywać ani partyzantów, ani ich wyposażenia.

Ostatnim gajowym rezydującym na Kociołkach był Stanisław Kwik, który objął gospodarstwo tuż po II wojnie światowej. Gajowy podczas wizyty w terenie w listopadzie 2013 r. wspominał: Była tu stodoła, chlewy, jako takie ogrodzenie i dom gajowego. Mieliśmy swoje pole, tzw. deputackie. Trzymaliśmy świnie, krowę i żyliśmy trochę jak na wsi. Najgorzej było w zimie, jak mrozy były duże. Raz w zimie wilk podszedł pod nasz dom. Usłyszałem głośne ujadanie mojego psa. To była noc. Patrzę przez okna, a wilk dobiera się do psa. Przegnałem go.

Pamięć o Kociołkach zachowała się wśród mieszkańców okolicznych miejscowości. Katarzyna Ostrowska wspomina („Kultura – Kwartalnik Gminy Biłgoraj, nr 29):

Ludzie opowiadali, że podczas wojny z więzienia z Biłgoraja uciekł jakiś partyzant. A w tym czasie Niemcy mieli. jakieś święto, po którym mieli mu zrywać paznokcie, żeby powiedział wszystko. On był w kajdankach i jak Niemcy balowali to wyskoczył przez okno i uciekł przez płot. Noc była, boso przeszedł przez miasto – śniegu nie było dużo wtedy. Przyszedł na Kociołki w nocy. Kuliński musiał mu jakoś pomóc, dać ubranie i obuwie, ale długo tutaj pewnie nie był bo się bał, że Niemcy po śladach go znajdą. Musiał pójść dalej. Wiem, że po mieście kogoś bardzo dokładnie szukali. Ludzie opowiadali, że Kulińscy pomagali tym partyzantom i różnym zbiegom.

Słyszałam, że Kuliński na gajówce przechowywał Żydów w swoim obejściu, gdzieś w kryjówkach. Pamiętam, że nieraz bawiłyśmy się tam z koleżanką. Biegałyśmy po podwórku. Po drugiej stronie chlewa był zbiornik na śmiecie, przymurowany do chlewa. Ja tak sobie myślę, że oni mogli tam siedzieć, pod tym zbiornikiem. To było miejsce ustronne i dobre na kryjówkę. Śmieci tam było dużo narzucane, ale co było pod spodem?

Na Kociołkach wcześniej z tego co ludzie opowiadali mieszkali Wolaniny, Chyle, Kulaniny, Kmiecie… łącznie z 5 mieszkań. Jak się wjeżdża tam od strony Edwardowa to mieszkała tam też jakaś rodzina wyrobników. Opowiadała mi o tym Honorka Dylowa, a ona starsza ode mnie. Oni przychodzili na Edwardów na majówkę, kobiety świeciły latarkami, a przychodzili wieczorem jak już się oporządzili. Jak wesela były to też nawzajem prosili jedni drugich. To byli nasi sąsiedzi. Ja jeszcze pamiętam jak przechodzili przez Łysą górę, gdzie ścieżki na skróty były porobione. Na majówkę maszerowali zazwyczaj w sześć osób na Edwardów.